Just Love me Just you Or...
czwartek, 15 sierpnia 2013
o1
- Co sądzisz o tej? - wyciągnęłam na wzdłuż siebie białą koronkową sukienkę.
- Hmm... ta lepsza. - blondynka podała mi czerwoną. - przymierz ją.
Wzięłam od niej zwiewną sukienkę o kolorze czerwonym i powędrowałam do przebieralni.
- A teraz? - zapytałam, wychodząc.
- Wyglądasz w niej idealnie. - uśmiechnęła się ukazując rząd białych zębów.
- Fakt, jest śliczna. - odwzajemniłam uśmiech.
Wróciłam do przebieralni by móc się przebrać, gdy wyszłam powędrowałyśmy do kasy.
- To co Strasbourg? - zaproponowałam.
Blondynka nic nie odpowiadając ruszyła w stronę kawiarni.
- Poprosimy dwie kawy Frappe oraz...
- Oraz lody. - dokończyła Perrie.
Młody mężczyzna o ciemnych włosach i lekkim zarostem na twarzy podał, nam zamówione przez nas rzeczy i odeszłyśmy do wolnego stolika przy oknie.
- Powiedz mi Demi co u ciebie i Matt'a? - zapytała Pezz, upijając łyk mrożonej Frappe.
- Nic specjalnego, dzisiaj się z nim widzę. - odpowiedziałam.
Widać było po minie dziewczyny, że nie była zadowolona z tego faktu.
- Wiesz Demi, nie mam nic przeciwko waszemu związkowi ale...
- Wiem, że go nie lubisz ale się kochamy. - przerwałam jej.
- Nie chodzi o to, że go nie lubię ale nie mam do niego zaufania.
Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem.
- Co masz na myśli?
- Sama nie wiem, ale uważaj na niego. - ostrzegła mnie blondynka.
- Spokojnie. - uśmiechnęłam się aby lekko załagodzić sprawę, blondynka to odwzajemniła.
Po zjedzeniu lodów i wypiciu mrożonej kawy, postanowiłyśmy wrócić do domu.
- Jeeeezu, ale jestem padnięta. - rzuciłam się na ogromną kanapę w salonie, Perrie zrobiła to samo.
- Na którą jesteś z nim umówiona? - zapytała.
- Na 18, a czemu pytasz?
- Jest 17, Demi.
- Co już? - zapytałam zaskoczona.
- No wiesz, chodzenie po sklepach i odwiedzenie kawiarni trochę na zajęło.
Zeszłam szybko z kanapy i pobiegłam do swojego pokoju. Zdjęłam z siebie ubrania i poszłam odświeżyć trochę swoje ciało. Po wyjściu z niej ubrałam się w ten zestaw ubrań. Uwielbiałam luźne ubrania szczególnie, że nie byłam jakoś super chuda tak jak Perrie. Nie ukrywam... miałam z tym duże problemy, w sumie mam je do dzisiaj. Zawsze gdy spoglądałam w lustro, widziałam grubą i brzydką osobę. Zamykałam się wtedy w łazience i mimo, że nie lubiłam tego robić uzależniłam się od tego. Zimne ostrze żyletki przecinało skórę na moim nadgarstku. Dopiero kiedy poznałam Matt'a zrozumiałam, że życie jest piękne i nie warto. On zawsze mnie uświadamiał, że jestem idealna za to mu dziękuje. Mimo, że wiele osób go nie lubi ja go kocham i nie wyobrażam sobie bez niego życia.
Spojrzałam na zegarek w telefonie... dochodziła godzina 17:40, spryskałam się jeszcze malinowymi perfumami i zeszłam na dół.
- Idę Pezz. - oznajmiłam aby blondynka się nie martwiła.
- O której będziesz? - zapytała.
- Nie za późno, jestem pod telefonem. - odpowiedziałam będąc już prawię za drzwiami domu.
- Miłego spotkania.
Nie odpowiadając posłałam jej tylko miły uśmiech.
Szłam uliczkami Londynu, w moich słuchawkach rozbrzmiewała piosenka Ellie Goulding, zaś w mojej prawej dłoni znajdował się cienki, mentolowy papieros. Tak paliłam... był to mój drugi najgorszy nawyk. Nie lubiłam tego robić no ale cóż, uzależnienia nie wybierają, szczególnie że robi się to od dłuższego czasu.
Dochodząc prawię pod dom Matt'a wyrzuciłam peta na ziemie i go przydeptałam. Żwawo podeszłam pod drzwi chłopaka i zapukałam. Nikt nie otwierał, zapukałam jeszcze raz ale odpowiedziała mi głucha cisza. Przekręciłam klamkę, drzwi były otwarte. Weszłam do środka.
- Matt jesteś tu? - krzyknęłam.
Ale znów nic, cisza jak makiem zasiał. Skierowałam się w stronę schodów które prowadził do jego pokoju.
Stanęłam przed nimi i usłyszałam ciche szepty jeżeli tak to można nazwać. Niechętnie weszłam do środka i wbiło mnie w panele które znajdowały się pod moją osobą.
- Nienawidzę cię!! - krzyknęłam i zbiegłam po schodach ile tylko sił miałam.
- Demi zaczekaj!! - krzyczał chłopak za moją osobą i pobiegł za mną.
Wybiegając prawię przed dom chłopak silnie złapał mnie za rękę.
- Puszczaj!
- Nie! Daj mi to wyjaśnić. - próbował tłumaczyć się chłopak.
- Co chcesz wyjaśniać? To, że pieprzyłeś się z dziewczyną na moich oczach? - wykrzyczałam mu to prosto w twarz, a z moich oczu popłynęły pojedyncze łzy.
- To była chwila słabości, ja na prawdę tego nie chciałem.
- Jesteś śmieszny tłumacząc się " chwilą słabości ", po prostu mnie ...
Chłopak zatkał mi usta pocałunkiem, odepchnęłam go i w chwili adrenaliny sprzedałam mu "liścia". Matt złapał się jedną ręką za policzek a drugą mocniej złapał moją rękę.
- To boli. - syknęłam.
- I będzie boleć.
- Grozisz mi?
- Ostrzegam, jesteś moja i nic tego kochanie nie zmieni. - mówił wściekły.
- Nie jestem twoją własnością. - mówiłam przez zaciśnięte zęby.
- Mylisz się. Nie radzę Ci mówić o tym zdarzeniu bo morze być gorzej, wciąż jesteś moją dziewczyną.
Wyrwałam się z jego objęć i złapałam za rękę, po mojej twarzy spływały łzy.
- Nienawidzę Cię.
- Ja wręcz przeciwnie, kocham Cię. - pocałował mnie w policzek.
Wyszłam z jego domu, byłam tym wszystkim wstrząśnięta. Odpaliłam kolejnego szluga aby emocje opadły, ale mimo to nie czułam się z tym dobrze. Wciąż nie wiem jak mógł mi to zrobić? Pozwolił, że go pokochałam, zaufałam a nawet zwierzałam się ze wszystkiego. Po prostu nie wierze.
Weszłam do domu, za sobą mocną trzaskając drzwiami.
- Demi, to ty? - zapytała blondynka.
- Tak! - odpowiedziałam dość odynarnie.
- Co tak wcześnie?
- Nie pytaj...
- Coś się stało Demi? - zapytała z wielką troską
- Nie... po prostu lekko się posprzeczaliśmy i wyszłam z domu. - skłamałam.
Perrie podeszła do mnie i mocno przytuliła.
- Na pewno się pogodzicie.
- Gdybyś wiedziała, Perrie. - pomyślałam i mocniej się do niej przytuliłam.
- Idę na górę, muszę trochę odpocząć - wyszłam z jej objęć i poszłam na górę.
Weszłam do pokoju i od razu skierowałam się do łazienki. Zamknęłam drzwi i zajrzałam do szafki znajdującej się pod zlewem. Wyjęłam z niej czarną kosmetyczkę i zaczęłam szukać.
- Gdzie to do cholery jest. - mówiłam sama do siebie, lecz po chwili znalazłam to co chciałam.
Wyjęłam z niej zimne, metalowe narzędzie. Przyłożyłam do nadgarstka i przejechałam, popłynęły pojedyncze kropelki krwi. Płakałam z bólu, wciąż nie dochodziło do mnie to co się dzisiaj wydarzyło. Znów trafiłam pod ostrza żyletki. Nie wierze... po prostu nie wierze.
Przepraszam, że rozdział dopiero dzisiaj ale wczoraj nie miałam jak. Liczę jednak na to, że się wam podoba ;) Kolejny rozdział za tydzień - 2 tygodnie ponieważ jutro wyjeżdżam do babci, a tam nie wiem czy będę mieć internet. ;-))
Subskrybuj:
Posty (Atom)